Szkoda czasu na pomaganie najsłabszym pracownikom. Jest to skrajnie nieefektywne.
Oczywiście nikt nie zabroni ci okazywania empatii czy prowadzenia jakiejś formy działań charytatywnych wobec tych którzy sobie nie radzą – szczególnie jeśli są po prostu słabo ogarnięci i nie mają złych intencji, nie kombinują, nie lawirują a zwyczajnie właśnie „se nie radzą”. Masz prawo a nawet są szanse, że się dzięki temu lepiej poczujesz.
Nie mówię tu też broń Boże o jakichś życiowych zakrętach jak problemy zdrowotne, śmierć bliskich, rozwód i temu podobne dramatyczne okoliczności, które uniemożliwiają dobrym ludziom pracę. W takich momentach warto „zaczekać” na dobrego człowieka, pomóc, pozwolić żeby życiowa burza się uspokoiła. Miałem przyjemność pracować z zespołami, w których grupa przejmowała (czasem na długi czas) obowiązki cenionego współpracownika bedącego w trudnym życiowo momencie, wiedząc, że taka zasada obowiązuje w zespole i każdy dostanie takie wsparcie jeśli będzie go potrzebował.
Odróżnij jednak empatię i charytatywne wsparcie od prób efektywnego działania. Tym drugim rządzą inne mechanizmy.
Parokrotnie zainwestowałem dużo czasu i wysiłku w intensywną pracę z kimś kto moim zdaniem niby miał potencjał ale sobie nie radził. Rozmowy, rozkładanie jego zadań na czynniki pierwsze, priorytetyzacja, rozważania o założeniach i filozofii działania, motywowanie. Psu na budę. Jeśli nie pomożesz w jednym, drugim, trzecim podejściu, jeśli zauważysz, że osoba z którą pracujesz „resetuje” się do swoich początkowych ustawień i za każdym razem zaczynasz od zera – zapomnij. Niezależnie od sympatii – szkoda czasu. A najgorsze co możesz zrobić to zacząć się narzucać z pomocą, w imię wyciągania ręki w stronę takiego nieszczęśnika.
Jeśli człowiek sobie nie radzi, wpada ciągle w te same koleiny i nie łapie w mig oferowanej pomocy oferowanie jej jest nie tylko bezproduktywne ale i skrajnie szkodliwe.
Popatrz w takim momencie na pozostałych współpracowników jak na dzieci.Wszystko zauważają, wnioskują z najdrobniejszych niuansów, są wyczulenie na najdelikatniejsze sygnały. Podświadomie zaczynają widzieć twoją inwestycję czasu i skupienie na słabeuszu jako sygnał dla nich.
Aha… żeby być zauważonym, dostawać wsparcie trzeba być słabym mieć problemy i nie radzić sobie.
Czy o to ci chodzi ?
I tak masz słabeusza któremu per saldo nie możesz pomóc ( bo zwyczajnie nie ma tego „czegoś” i najleopsze co mozna zrobić to poszukać mu innego miejsca czy obowiazków w organizacji lub poza nią) i zdemotywowanych najlepszych, którzy podświadomie zaczną obniżać loty żeby wejść w orbitę twojej uwagi. To nie wszystko. Masz jeszcze siebie. Równie zdemotywowanego faktem, że twoja pomoc jest bezproduktywna, że słabeusz którego raz po raz doprowadzasz do jako takiego kształtu i gotowości do działania „deformuje” się w oka mgnieniu a pozostali ludzie zaczynają równać w dół.
„Podczas naszych rozmów wielcy menedżerowie mówili, że inwestowanie w najlepszych było po pierwsze najbardziej uczciwe, po drugie najlepszym sposobem uczenia się, po trzecie jedynym sposobem stałej koncentracji na tym, co doskonałe (…) Jeśli menedżer będzie pochłonięty pomocom słabym w przeżyciu, to znaczy wybiciu się choć odrobinę ponad 'przeciętność’, niewiele czasu pozostanie mu na naprawdę trudne zadanie przewodzenia w drodze od dobrego do doskonałego”
Marcus Buckingham w książce „Po pierwsze: złam wszelkie zasady…Co najwięksi menedżerowie na świecie robią inaczej”
Skup się na najlepszych i pomagaj właśnie im. Szanse powodzenia w działaniach będą rosły. Bedziesz tworzył pozytywne wzorce efektywności. Wychowasz najlepszych na tych którzy mogą pomagać w dół struktury a przede wszystkim będziesz miał poczucie satysfakcji z dobrze zainwestowanego czasu i wysiłku.
Drogi Czytelniku – mam do Ciebie prośbę. Jeśli dotarłeś do tego miejsca to zainteresował Cię ten tekst. Daj szansę na kontakt z nim także innym. Udostępnij go Twoim znajomym! Dziękuję Ci w swoim i ich imieniu!
Możesz użyć linku
https://archiwum.jarekguc.pl/2014/12/10/nie-pomagaj/
lub poniższych ikon.

Follow

